Witaj Gościu! jeżeli widzisz ten dymek to znaczy że nie jesteś zarejestrowany/zalogowany. Kliknij by się zarejestrować. Rejestracja zajmie mniej niż 30 sekund, a dzięki niej zyskasz możliwość pobierania, komentowania oraz dodawania torrentów !



User:      Hasło:     

MENU


Kategorie


FACEBOOK


PROGRAMY


WspółPraca
Poradnik
KAN


Torrent: ELBOW - THE SELDOM SEEN KID (2008) [WMA] [FALLEN ANGEL]
Dodał:  Fallen_Angel
Data: 11-10-2018
Rozmiar: 355.61 MB
Seed: 0
Peer: 0
Kondycja:
Zaloguj się aby pobrać


Kategoria:  Muzyka Zagraniczna

Zaakceptował: Nie wymagał akceptacji
Liczba pobrań: ---
Liczba komentarzy: 0
Ostatnia aktualizacja: 2018-10-11 17:47:50

OPIS:

...SIŁA I PIĘKNO MUZYKI TKWIĄ W JEJ RÓŻNORODNOŚCI...




Zespół, który odkryłem dosłownie tygodnie temu. Chłopaki z różnych stron świata, grupowo korelują się z kulturą Manchesteru. Powstali gdzieś w czeluściach lat dziewięćdziesiątych odnosząc mniej lub bardziej spektakularne sukcesy. Przyrównani przez pierwsze recenzje do takich molochów jak REM lub U2 nie spoczęli na laurach, lecz rozwijali się dalej. Współcześnie są już całkiem rozpoznawalni. Prawdziwie genialne recenzje zbiera jednakże ich najnowsza płyta, datowana na drugą połowę 2008 roku – Seldom Seen Kid.

Co zabawne – jej klimat jest raczej odmienny od tego, czym byliśmy raczeni na poprzednich albumach. Zamiast alternatywnego, delikatnie psychodelicznego rocka, melodyjnego wokalu frontmana oraz prób sięgania po różne klasyczne środki przekazu tym razem jest… Dawniej. Część piosenek, choć nagrywana na współczesnych instrumentach, brzmi jakby pamiętała jeszcze występy live takich sław jak Dalida czy, chociażby, młodzi Stonesi. Co zaś najważniejsze – te właśnie utwory sprawiają, że przy odpowiednim nastroju można zwyczajnie wylecieć z kapci.

Najbardziej charakterystycznym kawałkiem z płyty bez wątpienia jest “Grounds for Divorce”, tło dźwiękowe zwiastunu szóstego sezonu House MD (tutaj). Ascetyczna linia melodyjna, którą o wiele bezpieczniej nazwać samym rytmem, idealnie podkreśla specyficzny głos Guya Garvesa. Pojawiające się okazjonalnie chóry, partie klawiszowe lub przebijająca spod perkusji gitara dodają całości smaczku, jaki uświadczylibyśmy w remake’u “Żądła” przygotowanym przez twórców “Dark Knighta”. Agresywny riff na zdrowo przęgiętej gitarze świetnie zgrywa się z rytmicznymi uderzeniami pianina. A nie wspomniałem przecież jeszcze o genialnych lyricsach, z których – prawdziwie po męsku – bije raczej wściekłość wynikająca z bezsilności niż faktyczny smutek. Koniecznie polecam obejrzeć oficjalny teledysk, idealnie ilustruje to co słyszymy. Do znalezienia na samym dole.

Ponadto absolutnymi “must hear” z płyty są takie perełki jak “Bones of You” – dziwny utwór, od którego przechodzą po plecach ciarki. Ciekawy wokal, rytmiczna gitara, szybsza niż zakładalibyśmy perkusja. Wszystko to składa się na towarzyszące nam podczas przesłuchiwania uczucie tęsknoty, delikatnego osamotnienia.

Zostającym na długo w pamięci utworem jest także nie dające się umieścić w żadnej szufladce “An Audience With The Pope”. Czy to jeszcze rock? Czy to w ogóle można nazwać alternatywnym indie? Ciężko stwierdzić. Rozbicie gatunkowe pochodzi głównie z oparcia całej (liczonej w niecodzienny sposób) melodyki o pianino i tarkę. Które i tak są niczym więcej jak jedynie przygrywką dla śpiewającego Garvesa, dialogującego z samym sobą o poświęcaniu się z prawdziwie trywialnych przyczyn. Tak zjadliwie przekazany cynizm to potężne in plus w ogólnym rozrachunku kunsztu twórczego chłopaków z Manchesteru.

Z dziennikarskiego obowiązku muszę jednakże wspomnieć o jednym minusie – zupełnie nie przemawia do mnie taka konstrukcja jak “Starlings”. Może jest zbyt awangardowa, nawet jak na moje gusta; może zbyt mnie przestraszyła nagłym atakiem arcygłośnego… czegoś(?) podczas pierwszego przesłuchiwania. Tak czy inaczej, może Wy się w niej zakochacie. Ja jestem na nie.

Dodając jednakże do mojej wyliczanki nieprzyzwoicie wkręcające “The Fix” oraz jedyną prawdziwie pogodną piosenkę z albumu – “On A Day Like This” – oraz inne, mniej zostające w pamięci, lecz wciąż świetne piosenki, nie zostaje mi nic innego jak szczerze Was zachęcić do zakupu najnowszej płytki zespołu Elbow. Jest świetna, starcza na bardzo wiele przesłuchań; oferuje różnorodne klimaty połączone jednakże zwiewną nitką wspólnego przesłania.

Utwory sprawiają wrażenie napisanych jednego wieczoru, ich wydźwięk zmienia się wraz z ilością pustych kufli na stole i wydmuchanych serwetek na podłodze. Czuć, że artyści mierzyli się z jakimś problemem. I, no cóż, chyba mu dokopali!

Warto, naprawdę warto (szczególnie, że to nie jest ani trochę “moja muzyka”, wolę albo mocniejszy rock albo delikatniejszy jazz; a jednak nie mogę się od niej oderwać. A to ładnie świadczy o jakości).

Andrzej Tucholski, 4 sierpnia 2009






Elbow to zespół wymykający się prostym ocenom. Nie dlatego, że tworzy wyjątkową muzykę (choć też), lecz przede wszystkim z powodu licznych przeciwieństw, które cechują dokonania manchesterskiej kapeli.

Niby to grupa alternatywna, ale jak na taką sprzedaje zaskakująco dużo płyt i biletów na koncerty (szczególnie w Wielkiej Brytanii). Niby nie robią furory na listach przebojów, ale niezmiernie ciężko znaleźć krytyczną recenzje albumów grupy.

Nie inaczej jest z najnowszym dziełem, "The Seldom Seen Kid". Wszystkim się podoba i całkiem słusznie. Guy Garvey z kolegami ponownie zdołali nagrać nadzwyczajny materiał. I tu znów kłaniają się przeciwieństwa. Mało który wykonawca potrafi bowiem stworzyć coś tak potężnego, a zarazem kruchego (Coldplay się nie umywa!). Wszystko - bez wyjątku - jest tu piękne. Na płycie delikatne dźwięki zderzane są z masywnym, orkiestrowym brzmieniem. Subtelne dzwoneczki urzekają tak samo, jak huk dęciaków. Na swój sposób to kontynuacja stylu znanego z "Leaders of the Free World", na swój sposób jednak coś zupełnie innego.

Jeśli do tego wszystkiego dodamy znakomite melodie, karuzelowe rytmy, fenomenalny głos Guya i magię, które niezmiennie towarzyszy formacji od pierwszego, wydanego w 2001 roku zestawu, "Asleep in the Back", wiadomo, że mamy do czynienia z kolejnym przejawem geniuszu Anglików.

Przy okazji recenzji "Leaders of The Free World" z pełnym przekonaniem pisałam, że to najpiękniejsza i najlepsza płyta Elbow. Po "The Seldom Seen Kid" muszę chyba ten pogląd zweryfikować.

autor: Anna Szymla




Starlings – 5:05
The Bones of You (zawiera elementy arii Summertime, autorami której są: George Gershwin, Dubose Heyward, Dorothy Heyward i Ira Gershwin) – 4:49
Mirrorball – 5:50
Grounds for Divorce – 3:39
An Audience with the Pope – 4:27
Weather to Fly – 4:29
The Loneliness of a Tower Crane Driver – 5:14
The Fix – 4:27
Some Riot – 5:23
One Day Like This – 6:34
Friend of Ours – 4:38
We're Away (Bonus na wersji brytyjskiej) – 1:59




Guy Garvey
Mark Potter
Craig Potter
Pete Turner
Richard Jupp

Gościnnie:
Richard Hawley – śpiew, gitara
Ian Burdge – wiolonczela, śpiew
Prabjote Osahn – skrzypce, śpiew
Stella Page – skrzypce, altówka, śpiew
Ben Parsons – kornet
Nick Smart – kornet, skrzydłówka
Matt Ball – puzon
Sheona White – róg
Tim Barber – trąbka
Elbow Choir – śpiew
Angela Thwaite – śpiew
Louise Turner – śpiew



https://www.youtube.com/watch?v=iL4mywCOJXA



POZWÓL POBRAĆ INNYM, NIE BĄDŹ ŚWINIĄ!!!



INITIAL SEEDING. SEED 14:30-23:00.
POLECAM!!!

START WIECZOREM...

DETALE TORRENTA:[ Pokaż/Ukryj ]
Podziękowania,
 




Komentarze